Oświadczenie dyrektora Świętokrzyskiego Parku Narodowego w związku z informacjami medialnymi

W związku z zataczającą coraz szersze kręgi kampanią medialną dotyczącą Świętokrzyskiego Parku Narodowego (dalej jako ŚPN), pozwalam sobie na zamieszczenie poniższego oświadczenia. Nie będę komentował projektu rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie ŚPN, bo nie zostałem do tego upoważniony, niemniej jednak postanowiłem zdementować liczne przeinaczenia i niedopowiedzenia, wpływające na wydźwięk publikowanych materiałów.

W skrócie

  • 4 ha enklawy na Św. Krzyżu od lat stanowi własność Zgromadzenia Oblatów. Pozostały 1 ha to obszar zajęty budynkami, chodnikami, jezdnią i trawnikiem.
  • Żaden fragment polany na Św. Krzyżu nie jest, i nigdy nie był, objęty ochroną ścisłą.
  • Cały teren obcej własności (zabudowania bazyliki i klasztoru oraz tzw. Łąki Jałowe) oraz działki ŚPN pod budynkiem muzeum, budynkiem tzw. Szpitalika oraz rondem objęte są (najniższym w parku narodowym) reżimem ochrony krajobrazowej.
  • Inwentaryzacja przyrodnicza wykonana na potrzeby projektu Planu Ochrony ŚPN w latach 2012 – 2013 (w okresie urzędowania poprzednich dyrektorów) nie wykazała istotnych wartości przyrodniczych na przedmiotowym obszarze.
  • Ustawa o ochronie przyrody w art. 10 ust 1b przewiduje, że w przypadku wyłączenia jakiegoś obszaru z terenu parku narodowego (w drodze rozporządzenia Rady Ministrów), zostaje on przekazany do zasobu nieruchomości Skarbu Państwa. Dalsze losy nieruchomości spoczywają w ręku Starosty.

Rolą parków narodowych jest m.in. edukacja i rozbudzanie wrażliwości społecznej na kwestie ochrony przyrody i środowiska, dlatego też cieszy mnie troska z jaką spotyka się przyroda ŚPN. Niemniej jednak nie można tolerować uprawianej przez niektóre osoby dezinformacji, mogącej prowadzić do rozniecania nieuzasadnionego niepokoju społecznego. Pomijanie pewnych informacji w sposób zwiększający napięcie jest dla mnie nadużywaniem tej tak cennej wrażliwości społecznej.

W całym cyklu materiałów publikowanych w sieci internetowej oraz w prasie sugerowane jest, że cała polana na Św. Krzyżu stanowi własność ŚPN i objęta jest ona ochroną ścisłą ze względu na znajdujące się tam cenne przyrodniczo elementy. Z tej przyczyny cały poczet dyrektorów ŚPN miał bronić się przed oddaniem tego obszaru w ręce klasztoru.  Jak już wcześniej wspomniano, działki pod zabudowaniami klasztornymi oraz łąka u ich podnóża jest od lat własnością Oblatów, co potwierdzają księgi wieczyste.

Porównując rozwiązania z różnych krajów nie jest zjawiskiem częstym rozciąganie obszarów parków narodowych na tereny własności innej niż państwowa. Rozwiązanie takie rodzi szereg konfliktów wynikających z ograniczania prawa własności. W Polsce jest zasadą, że grunty obcej własności w parku narodowym obejmuje się najsłabszym reżimem ochrony tzw. ochroną krajobrazową. Ma to swoje konsekwencje prawne, ponieważ pkt 5 ust. 2 art. 15 ustawy o ochronie przyrody na obszarach ochrony krajobrazowej de facto wyłącza wszelkie zakazy obowiązujące w parku narodowym „…w trakcie ich gospodarczego wykorzystywania przez jednostki organizacyjne, osoby prawne lub fizyczne oraz wykonywania prawa własności, zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego.”. Efekt jest taki, że dyrektor parku narodowego nie ma narzędzi do sprawowania skutecznej ochrony takich obszarów.

Na szczycie Łyśca (inaczej Św. Krzyża) mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją, całość terenu będącego własnością O. Oblatów jest objęta ochroną krajobrazową i nigdy nie było inaczej.
Nie rodzi to szczególnego problemu bo teren ten nie posiada istotnej wartości przyrodniczej.
W latach 2012-2015 wykonana została dokumentacja na potrzeby planu ochrony. Jest to strategiczny dokument dla każdego parku narodowego, określający przedmioty ochrony, zagrożenia, sposoby ich eliminacji oraz wszelkie działania ochronne na okres 20 lat. Dokument ten jest przygotowywany przez interdyscyplinarny zespół grupujący specjalistów z wszystkich dziedzin jakie są konieczne do opisania specyfiki danego parku narodowego. Inwentaryzacja przyrodnicza, wykonana na potrzeby tego projektu, nie wykazała istotnych wartości przyrodniczych dla przedmiotowego obszaru. Podkreślam, że dokumentacja ta powstała zanim do ŚPN przybył dyrektor, jak sugerują media „przychylny Oblatom”. Do istotnych wartości trudno zaliczyć wspominane przez Pana Ł. Misiunę ślimaki. Wspomniane 46 gatunków ślimaków dotyczy wszystkich budowli i kapliczek na terenie ŚPN (w tym klasztoru w Św. Katarzynie na przeciwległym końcu pasma Łysogór) na terenach objętych lasem i zaroślami. Na przedmiotowym terenie inwentaryzacja wykazała dwa gatunki:

  • bezoczkę podziemną, której jedno stanowisko odkryto w pobliżu budynku tzw. Szpitalika. W tym miejscu odwołać się mogę choćby do Wikipedii, do której każdy z czytelników ma dostęp. Gatunek nie jest objęty ochroną ani w polskim ani w międzynarodowym systemie prawnym. Występuje w całej Europe od południa aż po Skandynawię. Jego stosunkowo rzadkie występowanie w Polsce wynika z zapotrzebowania na odpowiedni odczyn gleby. Na Św. Krzyżu zawdzięcza on swoje istnienie właśnie klasztorowi i wapniowi wymywanemu z zaprawy. Jego byt nie wydaje się zagrożony, ponieważ całe swoje życie spędza od 20 cm do 2 m pod powierzchnią ziemi, a żeby zniszczyć jego siedlisko trzeba by zniszczyć… mury klasztoru. Któż miałby się na nie zamierzyć? Prezydent RP dwa lata temu objął całe wzgórze najwyższą formą ochrony zabytków, nadając mu status pomnika historii.
  • wałkówka górska również nie objęta żadną formą ochrony, szeroko rozpowszechniona w Europie, a w Polsce południowej pospolita.

Odnosząc się do zarzutów, iż to właśnie ochrona przyrody była powodem odmowy oddania budynków zachodniego skrzydła i tzw. Szpitalika przez poprzednich dyrektorów ŚPN, pragnę zwrócić uwagę na poniższe kwestie. Po pierwsze nigdy dotąd nie było mowy o wyłączeniu tego obszaru z ŚPN, tylko o przekazaniu budynków. Po drugie miałem okazję poznać wielu z nich albo przynajmniej zapoznać się z pisanym świadectwem ich działalności i nigdzie nie spotkałem argumentów natury przyrodniczej. Główną przyczyną była kwestia braku umocowania prawnego dyrektora parku do wykonania pewnych czynności prawnych.

Przyznać muszę szczerze, że to nie były jedyne argumenty. Często podnoszoną kwestią było funkcjonowanie muzeum przyrodniczego i jego strategiczne usytuowanie na szczycie Łyśca. O ile z większością argumentów moich poprzedników osobiście się zgadzam to w kwestii lokalizacji muzeum przyrodniczego ŚPN mam zdanie odrębne. Obecna lokalizacja stwarza więcej problemów niż korzyści. ŚPN od lat konsekwentnie stoi na stanowisku, iż ruch kołowy drogą publiczną na Św. Krzyż powinien być w miarę możliwości ograniczany. Tym samym ograniczamy dostęp do swojej głównej placówki edukacyjnej. Nie sposób pominąć niedostosowania klasztornej architektury do potrzeb nowoczesnych form ekspozycji, ograniczeń konserwatora zabytków w zakresie aranżacji wnętrza oraz kosztów ogrzewania 2 metrowej grubości, ciągle wilgotnych kamiennych murów. Możliwość zlokalizowania nowoczesnego, energooszczędnego ośrodka edukacyjnego, w dobrze skomunikowanej Nowej Słupi, z odpowiednim zapleczem i adekwatną do dzisiejszych realiów powierzchnią parkingową, w jednym kompleksie z nowo powstającym Parkiem Dziedzictwa Gór Świętokrzyskich i nowym Muzeum Starożytnego Hutnictwa, to jest krok w najlepiej pojętym interesie ŚPN i jego gości.

Wracając do walorów przyrodniczych obszaru zabudowań klasztornych to będzie on przedmiotem dodatkowej inwentaryzacji przyrodniczej. Pan Łukasz Misiuna, już otrzymał zgodę na badania. Osobom szukającym winnych utraty wartości przyrodniczych tego miejsca zawczasu zalecam  jednak obejrzenie zdjęć tego obszaru z okresu międzywojennego (na końcu tekstu). Teren ten był podwórzem, spacerniakiem i zapleczem gospodarczym najcięższego więzienia w II RP. Potem wykorzystywanym przez niemieckich okupantów jako obóz jeniecki. Nic nie wskazuje na to, że w 1950 roku teren ten włączono w obszar ŚPN ze względu na walory przyrodnicze. Powodem były raczej budynki stanowiące zaplecze organizującego się Parku. Teren ten podlegał gruntownym przeobrażeniom co najmniej od XI wieku. Klasztor współistniał z Puszczą Jodłową co najmniej 900 lat. Fakt utworzenia ŚPN jest dowodem na to, że na przestrzeni wieków Klasztor nie zdeprecjonował znacząco wartości przyrodniczych Łysogór. Zaryzykuję stwierdzenie, że ten fragment Gór Świętokrzyskich zyskał na tym sąsiedztwie. Inne fragmenty Puszczy Jodłowej, które nie były własnością Benedyktynów (a w części zachodniej Biskupów Krakowskich), nie zachowały się w tak naturalnym stanie do dzisiejszych czasów. Wszystko wskazuje na to, że dopiero zaborcy zaczęli na większą skalę wycinać Puszczę Jodłową w rejonie Łysogór.

Czy ruch pielgrzymkowy generowany przez Klasztor zagraża przyrodzie ŚPN? Specjaliści sporządzający projekt planu ochrony zidentyfikowali szereg potencjalnych zagrożeń związanych z tą aktywnością. Podobne zagrożenia identyfikowane są dla zwykłego ruchu turystycznego. Niemniej zaproponowane przez autorów sposoby ograniczenia ruchu pielgrzymkowego poprzez wpisanie limitów gości są niemożliwe do wprowadzenia. Nie tylko z racji sprzeciwu Klasztoru i Kurii Diecezji Sandomierskiej. Sprzeciw swój mieli prawo wyrazić i bardzo licznie wyrazili członkowie lokalnej społeczności i samorządy. Proces konsultacji społecznych planu ochrony jest również dla nich, a nie tylko dla aktywistów ruchów ekologicznych. Kwestia jest również czysto prawna i plan ochrony z takimi zapisami nie miałby szans na uchwalenie. Konstytucja gwarantuje w Polsce swobodę wyznania. Ustawa z dnia 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej gwarantuje swobodę organizacji publicznego kultu religijnego w obiektach i na gruntach należących do kościoła (art. 15). Ustawa o ochronie przyrody zwalnia z opłat za wstęp osoby zmierzające do miejsc kultu religijnego (Art. 12 ust 7 pkt 6.) a zakazy w niej formułowane dla obszaru parku narodowego nie dotyczą obszarów objętych ochroną krajobrazową w obcej własności. W opisanej sytuacji dyrektor parku narodowego nie ma prawnej możliwości ograniczenia ruchu pielgrzymkowego. Według mojej wiedzy żadnemu z moich poprzedników taki manewr się nie udał.

Czy w tej sytuacji nie robić nic? W mojej opinii czasem skuteczniejsze od działań administracyjnych i wzajemnego okładania się paragrafami jest budowanie relacji opartych na zrozumieniu i poszanowaniu wzajemnym swoich racji. W kraju w którym powstał pierwszy na świecie park narodowy (Yellowstone, USA 1872 r.) rangersi National Park Service (odpowiednik naszych strażników) już dawno nie noszą bloczków mandatowych. Panuje tam przekonanie, że najskuteczniejszą metodą doprowadzenia do poszanowania przyrody jest edukacja.

Uważam, że przed ŚPN stoją znacznie poważniejsze wyzwania niż okopywanie się w budynkach Św. Krzyża. Trzeba zająć się ratowaniem unikalnej populacji modrzewia polskiego na Chełmowej Górze, trzeba wybudować nowoczesny ośrodek edukacyjny budzący w ludziach zrozumienie i miłość do przyrody, trzeba wzmocnić infrastrukturę turystyczną aby ruch zwiedzających nie niszczył przyrody ŚPN, trzeba zająć się narastającym problemem inwazyjnych gatunków obcych.

Jeżeli dojdzie do wyłączenia przedmiotowej enklawy z ŚPN to wbrew twierdzeniu Pana Łukasza Misiuny nie będzie to precedens. W 1996 roku wyłączono z obszaru Wielkopolskiego Parku Narodowego zurbanizowane tereny Puszczykowa, Mosiny i Stęszewa. Z tego co wiem, Wielkopolski Park Narodowy, ma się dobrze. Ostatnio zadomowiły się tam wilki.

Jan Reklewski

Mury więzienia na Świętym Krzyżu fot. NACSpacerniak na Świętym Krzyżu fot. NACfot. NACfot. NACWidok ogólny zabudowań na Św. Krzyżu, fot. NAC